Pracowita rzeka (część 3.)
Budynek Młyna Zamkowego w Słupsku z widocznym dachem turbinówki, fot. A. Solski
System hydroenergetyczny rzeki Słupi składa się z pięciu zawodowych elektrowni wodnych. Cztery z nich pracują w kaskadzie na Słupi, a jedna – na Skotawie, przy jej ujściu. Ponadto wody Słupi napędzają turbiny dwóch małych elektrowni pracujących w centrum Słupska. Obie są przyłączone do krajowej sieci elektroenergetycznej i choć nie odgrywają w niej znaczącej roli, warto o nich napisać ze względu na unikatowy sposób ich zasilania z jednego kanału derywacyjnego, pozbawionego śluzy wlotowej, oraz przez wzgląd na ich rangę historyczno-kulturową w krajobrazie miasta.
Zobacz także
mgr inż. Andrzej Solski Pracowita rzeka
W ferworze dyskusji o odnawialnych źródłach energii OZE, zazwyczaj zapominamy o elektrowniach wodnych. Może dlatego, że interesują nas głównie nowe idee, nowe pomysły i nowe technologie, a elektrowni wodnych...
W ferworze dyskusji o odnawialnych źródłach energii OZE, zazwyczaj zapominamy o elektrowniach wodnych. Może dlatego, że interesują nas głównie nowe idee, nowe pomysły i nowe technologie, a elektrowni wodnych do nowości zaliczyć nie sposób. Wszak służą naszej cywilizacji od ponad wieku. Pierwsze na świecie elektrownie napędzane turbinami wodnymi powstawały na niemieckim – wówczas – Pomorzu Wschodnim. Dziś możemy oglądać je w Polsce, bo … nadal pracują. Jednym z najstarszych jest system hydroenergetyczny...
mgr inż. Andrzej Solski Pracowita rzeka (część 2.)
Pomorskie rzeki Słupia i Łupawa (Stolpe & Lupow) są zwyczajowo nazywane siostrami i w publikacjach turystyczno-krajoznawczych zazwyczaj wspólnie opisywane. Obie wypływają z serca Kaszub: z sierakowicko-parchowskich...
Pomorskie rzeki Słupia i Łupawa (Stolpe & Lupow) są zwyczajowo nazywane siostrami i w publikacjach turystyczno-krajoznawczych zazwyczaj wspólnie opisywane. Obie wypływają z serca Kaszub: z sierakowicko-parchowskich lasów i torfowisk. Potem obie meandrują po pomorskich wysoczyznach i nizinach, pomiędzy pagórkami lodowcowych moren i wpadają wprost do Bałtyku. Są wszak rzekami głównymi. Od wieków obie rzeki pomagały – i nadal pomagają – ludziom, napędzając koła wodne, a potem turbiny młynów, tartaków,...
homelook.pl Poznaj 5 sposobów jak skutecznie walczyć z wysokimi rachunkami za prąd
Masz dość wysokich rachunków za prąd? Szukasz sposobu, jak zaoszczędzić, nawet jeśli masz w domu sporo urządzeń elektrycznych? Na wysokość taryfy za prąd nie zawsze mamy wpływ. Istnieje jednak parę sposobów,...
Masz dość wysokich rachunków za prąd? Szukasz sposobu, jak zaoszczędzić, nawet jeśli masz w domu sporo urządzeń elektrycznych? Na wysokość taryfy za prąd nie zawsze mamy wpływ. Istnieje jednak parę sposobów, dzięki którym zyskasz pewność, że wina za wysokie rachunki nie leży po Twojej stronie. Sprawdź, jak możesz obniżyć koszt comiesięcznych rachunków za energię.
|
W artykule:
|
Trwa dyskurs o racjonalnym korzystaniu z różnych źródeł energii. Niech ten artykuł będzie przypomnieniem o energii płynącej wody. Mamy polską hydroenergetykę i powinniśmy ją rozwijać, oczywiście na miarę istniejącego potencjału. Część 1. artykułu ukazała się w numerze 7–8/2020 „elektro.info”, a część 2. – w numerze 12/2021.
Przy zamkowym młynie
Dawno temu pomorscy książęta z rodu Gryfitów, siedzący na słupskim zamku, postanowili wybudować sobie własny młyn. Był początek XIV wieku. Książę Władysław Łokietek nie był jeszcze wtedy polskim królem – jeździł po piastowskich ziemiach i scalał je w jeden państwowy organizm. Do Słupska nigdy nie dotarł. Nie lubił Noteci, a raczej nadnoteckich rozległych mokradeł, stanowiących skuteczną przeszkodę dla kopyt jego koni. A słupscy książęta zamieszkali właśnie w nowym zamku, zbudowanym w mieście na lewym brzegu rzeki.
Co prawda pierwsza słupska osada powstała na prawym brzegu Słupi, ale po otrzymaniu w połowie XIII w. praw miejskich miasto przeniosło się na brzeg lewy, więc budynek młyna stanął również na lewym brzegu rzeki, na książęcej ziemi nieopodal zamku. Nazwano go Młynem Zamkowym (fot. 1.). Był solidny, ceglany, gotycki – przetrwał wieki, w tym II wojnę światową, i z nieco zmienionym wyglądem (renesansowa ornamentyka, pruski mur na ścianie wschodniej) stoi do dziś. Należy do elitarnej grupy najstarszych budowli przemysłowych w Polsce, które nie popadły w ruinę, a nadal są użytkowane. Jest chlubą mieszkańców Słupska i wielką atrakcją turystyczną dla gości. Natomiast po ówczesnym książęcym zamku nie pozostał żaden ślad. Może był drewniany? W każdym razie murowany Zamek Książąt Pomorskich, który obecnie stoi vis-à-vis młyna, powstał dopiero w XVI wieku, a z ruin wojennych dźwignięto go w latach 60. XX wieku.
Fot. 1. Budynek Młyna Zamkowego z widocznym dachem turbinówki. Budynek turbinówki zasłonięty współczesną kładką nad Kanałem Młyńskim odprowadzającym dolną wodę. W tle Zamek. Z lewej strony widoczny fragment „dworku” dyrekcji Muzeum Pomorza Środkowego. Z prawej – fragment ściany kościoła św. Jacka, fot. A. Solski
Budynek młyna stanął w niewielkiej odległości od rzeki i wyposażono go w koło wodne. Wzdłuż koryta głównego nurtu Słupi przekopano kanał derywacyjny, nazwany potem Kanałem Młyńskim. Doprowadzał on do koła górną wodę, pobieraną z nurtu rzeki daleko powyżej młyna i piętrzoną za pomocą systemu stawideł i śluz, a następnie odprowadzał dolną wodę z powrotem do Słupi. Potem przez przeszło sześć wieków młynem kręciły kolejne koła wodne, rządzili kolejni właściciele, a młyn niestrudzenie mełł mąkę. W 1925 r., a była to już epoka Niemiec weimarskich, nad Słupię dotarła druga rewolucja przemysłowa. W ramach modernizacji młyn otrzymał niewielką turbinę Francisa na pionowym wale, która przejęła od koła obowiązek obracania młyńskimi maszynami. Zbudowano dla niej nową przybudówkę do średniowiecznego młyna, nazwaną „turbinówką”. Ale, o dziwo, nie zdemontowano ostatniego koła wodnego. Ulokowane w turbinówce, kręciło się obok turbiny ot tak, na pamiątkę i dla ozdoby, aż do lat 50. XX wieku.
Młyn pracował do lat 60. Powojenni zarządcy młyna mieli niewielki sentyment do starego, poniemieckiego, bezużytecznego koła, i nie zaprzątali sobie głowy jego remontowaniem. Koło kręciło się i kręciło, ale coraz głośniej słychać je było w okolicy. Niszczało i popadało w ruinę, coraz bardziej tracąc swą symetrię. Uderzenia wału w wytarte łożyska generowały coraz większe drgania. Turbinówce, zbudowanej z pruskiego muru, którego drewniany szkielet połączony został tylko drewnianymi czopami, groziła katastrofa budowlana, więc koło zostało zatrzymane, a potem zlikwidowane. W pamięci najstarszych mieszkańców Słupska do dziś pozostał widok wozów z worami zboża i mąki, kręcących się w okolicach młyna jeszcze na początku lat 60. XX wieku. Potem wozy zniknęły z krajobrazu miasta, a w 1965 r. zabytkowy młyn wraz z przylegającą do niego turbinówką przejęło Muzeum Pomorza Środkowego. Muzealnicy zbytnio nie potrzebowali turbinówki, mimo to ją uratowali. Uratowaliby zapewne również ostatnie słupskie koło wodne, ale w 1965 r. starego koła już nie było. Obecnie kręcące się koło wodne można czasami zobaczyć na Zagórskiej Strudze, w Parku Starowiejskim w Rumi. Niestety, jest to tylko rekonstrukcja tamtejszego ostatniego koła, która niczego nie napędza, bo za ścianą zamiast młyna znajduje się restauracja…
Słupskie muzeum zaadaptowało budynek młyna na sale wystawiennicze. A potem w mieście pojawił się pomysł, by w turbinówce uruchomić hydroelektrownię. Zakład Energetyczny Słupsk dał stary silnik indukcyjny, a muzeum udostępniło starą turbinę. Turbinę odmulono, sprzęgnięto z silnikiem za pośrednictwem zębatej przekładni i w latach 80. ruszyła mała elektrownia wodna nazwana Zamkową. Miała zaledwie 8 kW mocy, ale wirujący zespół nie był idealnie wyważony i generował drgania, które zaczęły – jak niegdyś drgania koła wodnego – coraz bardziej zagrażać turbinówce. Drugim czynnikiem postępującej destrukcji była woda, wnikająca w drewniane belki szkieletu budowli oraz w szczeliny betonowej płyty fundamentowej. W zimie woda zamarzała, a lód rozsadzał turbinówkę. Na początku XXI w. koszmar katastrofy budowlanej powrócił. Na dodatek stara turbina, stary silnik i stara infrastruktura elektrowni (układ kierowniczy turbiny, kraty wlotowe, zasuwy itd.) zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Dyrekcja muzeum podjęła walkę o fundusze na remont i modernizację elektrowni.
Pieniądze dał Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, samorząd Województwa Pomorskiego, trochę wygospodarowało samo muzeum. Początkowo nikt nie chciał podjąć się wykonania bardzo nietypowych i technologicznie skomplikowanych robót. Dopiero w 2017 r. pojawiła się szczecińska firma Elektro-Z. Elektrownię odcięto od górnej wody za pomocą 150 worów ze żwirem, ułożonych w poprzek Kanału Młyńskiego. Każdy wór ważył 1 tonę, a i tak po pewnym czasie ta workowa zapora zaczęła przeciekać. Wymieniono starą turbinę i dotychczasowy silnik na nowe, większe maszyny. Wymieniono starą przekładnię zębatą na nową przekładnię cięgnową z pasem płaskim, która dopasowała obroty turbiny do wymaganych obrotów silnika i umożliwiła odsunięcie silnika od turbiny. Wzmocniono fundament turbiny i obiektu. Wyremontowano i zmodernizowano infrastrukturę elektrowni. Na zakończenie prac w 2018 r. oczyszczono fragmenty koryta Młynówki, po czym odnowiona elektrownia ruszyła ze zwiększoną mocą 18 kW. Pracuje nieprzerwanie do dziś. Choć jest obiektem muzealnym, nie można jej oglądać codziennie, w dzień, tak jak inne muzealne wystawy. Można ją zobaczyć tylko w nocy, a właściwie tylko w jedną wiosenną noc w roku, gdy w muzeum trwa kulturalna akcja Noc Muzeów.
Na współczesnej fotografii (fot. 2.) widać turbinówkę – mały domek z pruskiego muru, ustawiony na betonowym fundamencie i „przyklejony” do pruskiego muru wschodniej ściany młyna.
Fot. 2. Turbinówka „przyklejona” do ściany młyna, z lewej strony jaz obejściowy elektrowni. Widok od strony dolnej wody, fot. A. Solski
Fot. 3. Wnętrze Elektrowni Zamkowej. Na pierwszym planie żółte koło pasowe na osi turbiny, w głębi niebieski silnik (generator), z lewej strony niebieska kolumna kierownicy turbiny, fot. A. Solski
Wody Młynówki płyną czterema nurtami. Dwa pierwsze – licząc od lewej – to jazowe obejścia elektrowni. Trzeci nurt to wypływ dolnej wody spod turbiny. Czwarty nurt – ten najbliżej młyna – napędzał niegdyś koło wodne. Z dużego prostokątnego otworu w fundamencie bryzgała wtedy woda, a z wnętrza turbinówki słychać było stukanie i skrzypienie koła, które budziły lęk i zaciekawienie przechodzących obok młyna dzieci. Obecnie ten nurt jest wykorzystywany jako dodatkowe obejście turbiny.
Na słupskiej wyspie
Wyspa powstała w XIV w. pomiędzy starym, głównym nurtem rzeki a przekopanym wówczas kanałem derywacyjnym, prowadzącym górną wodę do Młyna Zamkowego. Przez cztery wieki wyspa była łąką. W drugiej połowie XVIII w., czyli w czasach pierwszej rewolucji przemysłowej, wyspa stała się atrakcyjnym terenem inwestycyjnym. Połączono ją z miastem nowym mostem, powstała na niej Mühlenstrasse (istniejąca do dziś ulica Młyńska).
Przedsiębiorcy zaczęli pośpiesznie wznosić pierwsze, niezbyt trwałe obiekty przemysłowe, przypominające manufaktury: zbożowe i dębowe młyny, tartaki, folusze. Obiekty wyposażano we własne koła wodne, a od Kanału Młyńskiego do starego koryta rzeki kopano strugi napędzające koła. W drugiej połowie XIX w. na wyspie pojawił się potentat: spółka Kauffmann & Sommerfeld, która zaczęła wykupywać kolejne działki, burzyć ich dotychczasową zabudowę i stawiać nowe, solidne obiekty przemysłowe. Na wyspie powstał nowoczesny kompleks rolno-spożywczy, ok. 1870 r. wybudowano m.in. wielki, 5-kondygnacyjny gmach młyna, podniesiony w XX w. do szóstej kondygnacji. Stoi do dziś przy ul. Młyńskiej, tuż nad kanałem.
Fot. 5. Gmach młyna z 1870 r. na wyspie nad Kanałem Młyńskim. Widoczna otwarta brama do hali maszyn elektrowni, fot. A. Solski
Młyn był początkowo napędzany kołami młyńskimi, ale już w 1905 r. wymieniono je na dwie turbiny umieszczone wewnątrz budynku, w narożniku przylegającym do zewnętrznych jazów obejściowych. Niebawem turbiny wyposażono w elektryczne generatory, siłownia stała się hydroelektrownią, a młyn przeszedł na napęd elektryczny. Pracował aż do 1945 r.
Fot. 6. Hala maszyn elektrowni na wyspie. Widoczny generator II i wielopasowa przekładnia cięgnowa, przenosząca napęd z osi turbiny na oś generatora, fot. A. Solski
Front 1945 r. spustoszył obiekty przemysłowe na wyspie. Dopiero w latach 70. XX wieku zostały one przejęte przez Państwowe Zakłady Zbożowe. Wielkim wysiłkiem kierownictwa (w szczególności legendarnego dyrektora technicznego) i załogi uruchomiono produkcję mąki w młynie i… produkcję energii elektrycznej w przedwojennej hydroelektrowni. Po przemianach politycznych przełomu lat 80. i 90. PZZ w Słupsku podzieliły los wielu polskich fabryk i przedsiębiorstw: stanęła produkcja mąki, stanęło przetwórstwo, stanęła elektrownia, firma upadła. W 1999 r. infrastrukturę PZZ na wyspie wykupiła prywatna spółka. Niebawem turbiny znowu ruszyły, a prąd z elektrowni do dziś nieprzerwanie płynie do sieci. Obecnie, jeśli wody w Kanale nie brakuje, elektrownia może wydawać 90 kW mocy, choć zainstalowanej ma znacznie więcej.
Elektrownia na wyspie została wkomponowana w gmach młyna i w nim niejako ukryta przed mieszkańcami miasta. Zasuwy i kraty wejściowe zostały ulokowane wewnątrz hali maszyn. Odejście górnej wody od Kanału Młyńskiego jest prawie niewidoczne, bo znajduje się pod ulicą Młyńską. Wypływ dolnej wody spod turbin znajduje się wewnątrz posesji za gmachem młyna, gdzie nikt nie zagląda. Spotkałem wielu starych mieszkańców Słupska odpoczywających w parku nad kanałem, którzy nie wiedzieli, że dosłownie za ich plecami istnieje i pracuje jakaś elektrownia…
Fot. 8. Jazy obejściowe elektrowni na wyspie – widok od strony dolnej wody. Jeden jaz został zaadaptowany do obsługi przepławki dla ryb (pod osiatkowaniem), fot. A. Solski
Wspólna derywacja
Obie słupskie hydroelektrownie pracują w bardzo nietypowym układzie pracy równoległej, zasilane górną wodą z tego samego kanału derywacyjnego, na dodatek pozbawionego śluzy wejściowej. Głównym obiektem piętrzącym systemu są 9-przęsłowe Śluzy Łososiowe, przecinające główne koryto Słupi tuż za rozwidleniem nurtów: starorzecza i kanału. Obecnie funkcjonujące Śluzy zostały zbudowane po II wojnie światowej, zastępując poprzednie przegrody. Ponadto przy obu elektrowniach funkcjonują jazy obejściowe, współpracujące ze Śluzami Łososiowymi przy piętrzeniu górnej wody. Każda elektrownia ma własny kanał odejściowy, odprowadzający dolną wodę. Dolna woda z Elektrowni Zamkowej jest odprowadzana do Słupi Kanałem Młyńskim, wpadającym do rzeki za Spichlerzem Richtera. Dolna woda z elektrowni na wyspie uchodzi do Słupi odrębnym przekopem, przecinającym wyspę w poprzek.
Fot. 9. Fragment 9-przęsłowych Śluz Łososiowych na głównym nurcie Słupi. Z prawej strony widoczne wejście w przepławkę na poziomie dolnej wody, fot. A. Solski
Przenoska i przepławki
Z wielu zarzutów, stawianych elektrowniom wodnym pracującym na nurtach rzek, wybieramy dwa odnoszące się do realiów Słupi. Pierwszy z nich to utrudnienia w żegludze. Po Słupi pływają jedynie kajakarze. W Słupsku mają przenoskę z Kanału na główny nurt rzeki. Przenoska znajduje się w centrum miasta, w Parku Kultury i Wypoczynku, na wyspie koło elektrowni i ma zaledwie 40 m długości pomiędzy płynącymi równolegle nurtami. Płaski teren ułatwia przenoszenie kajaków. Miasto zainstalowało szyny, ułatwiające wodowanie kajaków na Słupię. Na wyspie można odpocząć, bliskość miasta zachęca do dłuższego postoju.
Drugim zarzutem są utrudnienia w migracji ryb. Istotnie, Słupia od wieków stanowi szlak ryb wędrownych, głównie łososi atlantyckich i troci wędrownych, w górę rzeki na tarło. W dnie Słupi i jej dopływów ryby budują charakterystyczne kopczyki, gdzie składają ikrę. Przegrody piętrzące nurt rzeki utrudniają, wręcz uniemożliwiają migrację ryb. Na przestrzeni wieków różnie z migracją stad tarłowych bywało, człowiek nie radził sobie z problemem. Obecnie budowane są przepławki, a w celu uratowania gatunków urządzane są sztuczne tarła i hodowla narybku w wylęgarniach. W Słupsku funkcjonują dwie nowoczesne przepławki. Nowa przepławka, omijająca Śluzy Łososiowe, powstała w 2004 roku dzięki dofinansowaniu unijnemu. Potem stara przepławka przy elektrowni na wyspie została gruntownie zmodernizowana, tzn. dostosowana do możliwości fizycznych troci i łososi, które muszą pokonać ją pod prąd…
Fot. 10. Wyjście z przepławki wokół Śluz Łososiowych na poziom górnej wody. Widoczną na zdjęciu różnicę poziomów wody ryby muszą przeskoczyć, fot. A. Solski
Fot. 11. Pułapka na ryby wędrowne idące na tarło w górę Słupi, zbudowana przy Śluzach Łososiowych, fot. A. Solski
Jesienią przy Śluzach Łososiowych ichtiolodzy i wędkarze ze słupskiego oddziału Polskiego Związku Wędkarskiego budują pułapkę na wędrujące łososie i trocie. Złapane rybki trafiają do basenu, a po sztucznym tarle są wypuszczane z powrotem w nurty Słupi. W przepławkach jest zainstalowany monitoring, dzięki czemu wiemy, co przepławkami przepływa. Oprócz głównych „turystów”: troci i łososi, z przepławek korzystają węgorze wstępujące oraz wiele innych gatunków ryb, których instynkt nie zmusza do dalekich wędrówek. Przepławkowe kamery pokazują również… „wędrujące” bobry europejskie i wydry, najczęściej z rybą w mordce. Niestety, coraz większy odsetek populacji ryb wędrownych, które wpływają w Ustce z morza w Słupię, to osobniki chore, bo chory jest Bałtyk. Ale to już zupełnie inna historia.
Na zakończenie
II wojna światowa, a właściwie ofensywa 1945 roku, pozbawiła Słupsk jego historycznej zabudowy. Ocalały nieliczne obiekty, stanowiące dziś atrakcje turystyczne dla wczasowiczów odpoczywających latem na środkowym wybrzeżu Bałtyku. Obie elektrownie mogłyby stać się cennym uzupełnieniem słupskiej oferty turystycznej, że nie wspomnę o ich walorach edukacyjnych (dla młodzieży) i sentymentalnych (dla starszych słupszczan). Elektrownia Zamkowa jest w zasadzie przygotowana na turystów: specjalne wygrodzenia ochronne zostały w niej zabudowane na noce muzeów. Można by ewentualnie trochę wyeksponować zachowane fundamenty nieistniejącego koła wodnego. Natomiast elektrownia na wyspie musiałaby przejść swoisty tuning. Ma ona w sobie duży potencjał ekspozycyjny. Wyposażona w przezroczystą podłogę, przezroczyste osłony turbozespołów i odpowiednio podświetlona, mogłaby odsłonić przed oczami zwiedzających swoje tajemnice.
Oddział Gdański PTTK od wielu lat zachęca turystów do zwiedzania pomorskich elektrowni wodnych. Jest ustanowiona specjalna odznaka turystyczna, a na liście obiektów rekomendowanych do zwiedzania figurują również obie słupskie hydroelektrownie. Tylko na razie trudno je zwiedzać...








