Podczas rozmowy z dyrektorem jednego z zakładów energetycznych dowiedziałem się, że zatrudnia się coraz więcej prawników kosztem wykwalifikowanych inżynierów. Należy zwrócić uwagę, że przy skomplikowanym systemie prawnym funkcjonującym w naszym kraju zatrudnianie prawników jest uzasadnione, ale nie może odbywać się kosztem eliminowania kadry inżynierskiej.
Podobny stan rzeczy funkcjonuje w urzędach, gdzie szereg osób wydających decyzje o pozwoleniu na budowę posiada wykształcenie niemające nic wspólnego z budownictwem. Przykładem może być pewien urzędnik, który przez dwa miesiące nie zdążył wydać opinii o złożonym projekcie i nikt nie umiał odpowiedzieć, dlaczego. Prowadzący sprawę architekt podczas wizyty w urzędzie wielokrotnie poszukiwał urzędnika i za każdym razem słyszał „powinien być w pracy”, ale dlaczego jego nie ma oraz kiedy będzie, nikt nie umiał odpowiedzieć. Telefonów również nikt nie odbierał. W końcu sprawa doczekała swojego finału, ale zanim do tego doszło, urzędnicy nieposiadający kwalifikacji w zakresie elektroenergetyki próbowali narzucić swoje pomysły, próbując krytykować poprawne technicznie rozwiązanie.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera! |
Wspomniany architekt przeżył podobną przygodę, kiedy to podczas wizji lokalnej w obiekcie zabytkowym został przepytany przez urzędnika z Urzędu Konserwatora Zabytków w zakresie rodzajów stropów. W konkluzji okazało się, że ów urzędnik jest z wykształcenia historykiem sztuki i próbuje douczyć się podstaw budownictwa, korzystając z obecności doświadczonego architekta. Aż dziw bierze, że ludzie zatrudnieni w takich urzędach nie posiadają podstawowej wiedzy z zakresu budownictwa, a muszą podejmować wiążące decyzje. Jako kolejny przykład można by przytoczyć zachowanie kierownika pracowni projektowej pewnego zakładu energetycznego, kiedy to miałem do niego sprawę, a on przez dwie godziny udawał, że mnie nie widzi, wielokrotnie przechodząc koło mnie. W konsekwencji musiałem interweniować u innej osoby, aż spotkanie z owym panem doszło do skutku. Podczas rozmowy okazało się, że pan kierownik nie potrafi podjąć rozmowy merytorycznej na właściwym poziomie i brakuje mu kompetencji. Szukał natomiast pretekstu, by mnie szybko zbyć.
Trudno się zatem dziwić, że tak często spotykamy wokół siebie tzw. buble elektryczne, skoro tak „kompetentne” osoby decydują o wielu sprawach. Znane są mi przypadki, kiedy to wykształcony inżynier elektryk lub ciepłownik jest zatrudniony w charakterze ekonomisty lub innym z uwagi na to, że nie mógł znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie i odwrotnie, ekonomista lub mechanik samochodowy pracuje na stanowisku przeznaczonym dla elektryka.
Spada też zainteresowanie uzyskiwaniem uprawnień budowlanych wśród młodych inżynierów. Jest to spowodowane unikaniem zatrudniania młodych ludzi przez biura projektowe. Uczelnie wyższe w wyniku restrukturyzacji programów nauczania kształcą młodzież na takim poziomie, że w praktyce nauka projektowania rozpoczyna się dopiero w biurze projektowym. Związane jest to z koniecznością zainwestowania w młodego człowieka przez okres wymaganej praktyki. Często też zatrudnia się ludzi bez wymaganych kwalifikacji zawodowych, którzy wykonują określone czynności i godzą się na ten stan rzeczy, bardzo wygodny dla pracodawcy.
Nagminnym zjawiskiem jest wprowadzanie zmian w zatwierdzonym projekcie budowlanym przez wykonawców za przyzwoleniem inspektora nadzoru inwestorskiego. Przykładem może być zdarzenie, z jakim spotkał się jeden z projektantów kierowanej przeze mnie pracowni. Pojechał na budowę, w celu przeprowadzenia nadzoru autorskiego. Tam wysłuchał szeregu nieuzasadnionych zarzutów od wykonawcy, który nie był świadomy, że rozmawia z projektantem. W konsekwencji projektant, posiadający prawie trzydziestoletnie doświadczenie w zawodzie, „wymusił” wykonanie robót zgodnie z projektem oraz sztuką. Co by było, gdyby inwestor nie zwrócił się z prośbą o wykonanie nadzoru autorskiego? Projekt zostałby zapewne zrealizowany niezgodnie ze sztuką i obiekt funkcjonowałby do czasu jakiegoś wypadku. Wówczas zaczęłoby się usilne poszukiwanie winnych zaniedbań.






