Na szczęście zmiany w Ustawie Prawo energetyczne nie są aż tak drastyczne, jak się tego spodziewaliśmy. Planowane było wprowadzenie świadectw kwalifikacyjnych bez określania daty ich ważności. Ostatecznie złagodzenie przepisów w tym zakresie dotyczy tylko pracowników energetyki, pod warunkiem, że nie mieli oni przerwy w eksploatacji dłuższej niż pięć lat. Takie podejście jest uzasadnione, gdyż procedury eksploatacyjne stosowane w energetyce zawodowejsą dość szczegółowe, a ich wewnętrzne służby bhp skrupulatnie pilnują przestrzegania przepisów.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera! |
W praktyce obowiązek składania egzaminu kwalifikacyjnego przed komisją powołaną przez prezesa URE dotyczy wszystkich pozostałych osób zajmujących się eksploatacją urządzeń elektrycznych. W tym miejscu należałoby zwrócić uwagę na stosunkowo prostą możliwość uzyskania świadectwa kwalifikacyjnego, co świadczy o zbyt liberalnym podejściu niektórych komisji. Moim zdaniem egzamin kwalifikacyjny powinien stać się jednym z trudniejszych egzaminów, jaki przechodzi elektryk w swoim życiu zawodowym. Powinna być również wprowadzona skuteczna kontrola przestrzegania przepisów, skutkująca w przypadku niezgodnego z przepisami podejścia do eksploatacji pozbawieniem prawa wykonywania zawodu na okres pięciu lat z obowiązkiem powtórnego złożenia egzaminu.
Winni zaniedbań są zarówno wykonawcy, jak i właściciele oraz zarządcy urządzeń elektrycznych. Często spotyka się zarośnięte słupy elektroenergetycznej linii napowietrznej. Linki przechodzą przez konary drzew, często ocierając się o ich korony. Przykładem może być jedna z ulic w pobliżu mojego miejsca zamieszkania, gdzie codziennie jadąc do pracy obserwuję, jak linki linii napowietrznej funkcjonują w symbiozie z gałęziami drzew. Mimo wskazywania tych nieprawidłowości, zarządca nie widzi zagrożenia. Na jednym z tych drzew dzieci zrobiły sobie podest do zabawy i aż strach pomyśleć, co się stanie, jeśli któreś z nich podczas zabawy wejdzie wyżej i zostanie rażone prądem elektrycznym. Nic dziwnego też, że właściciel tej linii nie widzi zagrożenia, skoro w ubiegłym roku po nawałnicy drzewo zalegało przez dziewięć dni na linii średniego napięcia przebiegającej w pobliżu płotu sąsiedniego zakładu energetycznego. Żadna interwencja w tej sprawie u odpowiednich służb nie pomogła. Dopiero napotkane przeze mnie pogotowie energetyczne skutecznie usunęło zagrożenie.






