Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Często w naszym otoczeniu znajdujemy czynne urządzenia elektryczne stwarzające zagrożenie porażenia prądem elektrycznym. Winę oczywiście ponoszą właściciele tych urządzeń, którzy świadomie dopuszczają do takiego stanu. Przepisy techniczno-prawne wprawdzie nakazują prowadzenie konserwacji urządzeń, lecz brak jest kontroli w tym zakresie. To wszystko powoduje, że stan zagrożenia pogarsza się. Wieści, jakie płyną z Sejmu, również są niepokojące. Planowane jest wprowadzenie zwolnienia z obligatoryjnego uzgadniania projektów budowlanych z rzeczoznawcą ds. bhp oraz ppoż. Wymóg uzgadniania projektów budowlanych w zamiarze twórców projektu stosownego rozporządzenia ma stać się nieobligatoryjny. Obowiązek ten pozostanie tylko w przypadku żądania inwestora. Moim zdaniem to jakaś pomyłka, gdyż większość inwestorów będzie tego unikała z uwagi na możliwość zaoszczędzenia wydatków związanych z opracowaniem projektu.
Od kilku lat jestem kierownikiem pracowni projektowej w Wojskowym Biurze Studiów Projektów Lotniskowych I i Budowlanych w Warszawie, gdzie każdy projekt jest uzgadniany z rzeczoznawcą ds. bhp oraz rzeczoznawcą ds. ppoż. Niejednokrotnie to właśnie oni wskazywali właściwy kierunek projektowania. Zmieniające się nieustannie przepisy wymuszają każdorazowo indywidualne podejście do projektowanego obiektu budowlanego.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera! |
Najczęściej są to szczegóły mające istotny wpływ na całość, o których projektant nie zawsze pamięta. Mimo że odpowiedzialność za projekt ponosi właśnie projektant, jego uzgodnienie pozwala na pewien komfort psychiczny, że wszystkie wymagania zostały spełnione. Zlikwidowanie obowiązku uzgadniania projektów może doprowadzić do pojawiania się w nich wielu błędów i niedociągnięć, które będą musiały zostać usunięte podczas realizacji. Może okazać się, że nie zawsze będzie to możliwe, a z pewnością będzie wiązało się ze znacznymi kosztami, których nikt na etapie projektowania nie przewidział. Pozostaje jedynie nadzieja, że Sejm odrzuci projektowane zmiany i dotychczasowe przepisy zostaną utrzymane.
W konkluzji należy stwierdzić, że bardzo dobrze przygotowane konferencje oraz szkolenia mogą pozostać w sferze rozważań teoretycznych do czasu wprowadzenia rygorystycznych przepisów w zakresie egzekwowania poprawy warunków bezpiecznej eksploatacji urządzeń elektroenergetycznych. W załączeniu prezentuję zdjęcia wykonane podczas krótkiego sobotniego spaceru. Zdewastowane słupy to wizerunek jednej z najbardziej ruchliwych
ulic Warszawy. Niedawno doszło tam do wypadku, w wyniku którego został ścięty jeden ze słupów. Właściciel sieci oświetleniowej ograniczył się do wymiany zniszczonego słupa i zapomniał o innych znajdujących się w jego sąsiedztwie. Stacja transformatorowa, którą prezentujemy od kilku lat, bez właściwej konserwacji zarosła tak mocno, że dotarcie do niej graniczy niemal z cudem. Przerastające sąsiednie drzewa mogą doprowadzić w niedługim czasie do pożaru sąsiedniego rezerwatu przyrody, a wtedy zainteresuje się tym problemem nadleśnictwo, które jak dotąd go nie zauważa. Podobnie jak właściciel feralnej stacji.
Procedury prawne zostaną błyskawicznie uruchomione, ale dopiero wtedy, gdy dojdzie do wypadku. Rozpocznie się szukanie winnego, podczas gdy można było uniknąć zagrożenia poddając stację właściwej konserwacji. Dlaczego trzeba czekać do chwili, aż coś się stanie? Czy nie można tragedii zapobiec już teraz? Kto jest odpowiedzialny za eksploatację tych urządzeń? Może ruszy go sumienie i przestanie żałować kilku złotych na naprawę zdewastowanych obiektów. Nie prowadzę dochodzenia w zakresie ustalenia właścicieli prezentowanych urządzeń, mam tylko nadzieję, że w końcu rozpoznają oni swoje własności i uporządkują istniejący stan rzeczy, który zagraża przypadkowym ludziom.






