Problemy pojawiały się na etapie opracowywania projektu ze względu na
chaotycznie uzbrojony teren. Kiedy już sobie z tym poradziłem, pojawiły
się kolejne problemy z elementami uzbrojenia terenu, które nie zostały
zinwentaryzowane. Podczas prowadzenia prac ziemnych w kilku miejscach
wykonawca natrafił na kabel 15 kV ułożony na głębokości zaledwie 40 cm,
podczas gdy norma N SEP-E-004 Elektroenergetyczne i sygnalizacyjne linie
kablowe. Projektowanie i budowa, podobnie jak wycofana ze zbioru PKN
norma PN-76/E 5125 o takim samym tytule, określa głębokość układania
kabli SN na 90 cm.
Podczas prac instalacyjnych wykonawca znajdował również przewody YDY
3×2,5 wykorzystywane jako „kabel ziemny”, mimo że są to przewody
instalacyjne i nie nadają się do układania w ziemi. Świadczy to
niezbicie o „wysokich” kwalifikacjach wykonawców, którzy w przeszłości
układali kable i przewody. O tym, jak ważna jest dokładna mapa
geodezyjna, z pewnością przekonał się niejeden wykonawca, który podczas
prowadzenia wykopów uszkadzał kable nie wykazane na mapie geodezyjnej.
Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera! |
Często spotykamy zdewastowane słupy oświetlenia ulicznego, pozbawione
ochrony przeciwporażeniowej przy uszkodzeniu. Podobnie linki linii
napowietrznej „żyjące w symbiozie” z gałęziami drzew to zjawisko wręcz
powszechne. Tu należy jednoznacznie winić osoby odpowiedzialne za
eksploatację, gdyż dokonanie przecinki drzewa nie wymaga specjalnej
decyzji administracyjnej. Codziennie obserwuję drzewa zarastające czynną
napowietrzną linię elektroenergetyczną nn. Przy ulicy, którą jadę
codziennie do pracy, biegnie napowietrzna linia oświetlenia drogowego,
której stan techniczny słupów jest wręcz tragiczny, a jej właściciel nie
podejmuje żadnych kroków mających na celu neutralizację zagrożeń. Kilka
dni temu wskutek poślizgu w jeden ze słupów ww. linii oświetleniowej
uderzył samochód. Na skutek uderzenia słup pękł i przewrócił się na
jezdnię. Na szczęście nikomu nic się nie stało, choć mogło dojść do
tragedii. Wówczas reakcja właściciela sieci była natychmiastowa. Słup w
ciągu krótkiego czasu został wymieniony na nowy, a linia
elektroenergetyczna została odtworzona. Czy trzeba czekać na podobny
przypadek, aby osoba odpowiedzialna za eksploatację skierowała tam
brygadę remontową?
Inny przypadek. Zostałem powiadomiony przez ochronę mojego letniego domku o braku zasilania systemu alarmowego. Pomyślałem wówczas, że zakład energetyczny prowadzi jakieś prace remontowe. Wykonałem telefon do dyspozytora, który powiadomił mnie, że żadne prace nie są prowadzone, nie otrzymał również sygnału o awarii. Następnego dnia pojechałem sprawdzić, co się stało. Okazało się, że dwie linki fazowe leżą na ziemi. Prąd zwarciowy, jaki płynął wskutek dwufazowego zwarcia z ziemią, okazał się niewystarczający do zadziałania bezpieczników w pobliskiej stacji transformatorowej. Pogotowie energetyczne zareagowało bardzo szybko i po około dwóch godzinach od zgłoszenia awarii zagrożenie zostało usunięte. Tym razem nic się nie stało. Nikt nie został porażony prądem elektrycznym. Ale czy tak będzie zawsze?






